Rozmowa z Arturem Olszewskim

Artur Olszewski. Twórca Ezoterycznej Pornografii. Poeta. Założyciel Konwentu Poetów Wyklętych – krakowskiego miejsca, gdzie można się upoić alkoholowo i intelektualnie. W kilku słowach o pornografii, artystach i szczęściu.  

————————————

Prowadzisz na Facebooku stronę „Ezoteryczna Pornografia”. Masz już konkretne grono odbiorców. Pamiętasz moment, kiedy założyłeś stronę?

Artur:  Moment pamiętam jak przez mgłę, dokładnej daty podać nie potrafię. Chyba był wtedy straszny upał, a ja popijałem sobie zimny cydr i nagle powstała strona. Tak o. Moje teksty były publikowane już wcześniej na Ciemnej Stronie Sztuki (za co jestem dozgonnie wdzięczny Tomaszowi Bartosikowi) i odnosiły umiarkowane sukcesy, więc myśl o założeniu strony kiełkowała już jakiś czas. Pamiętam również jak żywiołowo zareagowała moja ówczesna koleżanka na nazwę, którą wymyśliłem. Niezbyt wiem skąd ta nazwa się wzięła, ale z pewnością miała jakieś głębsze znaczenie. Ważne że nieźle brzmiała. Bo kto nie lubi pornografii?

No tak, brzmi nawet lepiej niż dobrze <śmiech>. Zdarzają się czytelnicy, którzy trafiają do Ciebie w poszukiwaniu erotyki? Słowo „pornografia” w końcu zobowiązuje.

Artur:  Zdarzają się i tacy, ale to pospolici trolle, którzy swego czasu wrzucali pornografię na moją tablicę. Ostatnio jakoś ucichli, a szkoda, bo wrzucali ciekawy kontent. A tak serio, raczej się to zdarzało, ale nie jakoś nagminnie, raczej boty wyszukiwały hasło: „pornografia” i próbowały coś namieszać, ale skutecznie z nimi walczyłem.

A w znaczeniu dosłownym, bliżej Ci do ezoteryki, czy pornografii?

Artur:  Myślę że do żadnego. Ani nie jestem specjalnie oświecony, ani też żaden ze mnie seksualny zwierz. W kwestiach duchowych jestem raczej ubogi i nie sądzę, by to się miało zmienić. Daleko mi (chociaż wcale nie jest mi z tego powodu jakoś żal) do tych oświeconych artystów XXI wieku, którzy do perfekcji opanowali swoje role mistrzów mistycyzmu, ezoteryki i upadku. Nawet tego udawanego. A co do pornografii… cóż, oglądam. Jak każdy. Jednak wolałbym żeby nikt nie sprawdzał mojej historii w przeglądarce…

No właśnie, przy naszej ostatniej rozmowie wspominałeś, że masz specyficzne podejście do słowa: „artysta”.

Artur: Wiele słów jest teraz nadużywanych, przez co tracą na swej wartości. Teraz każdy może być artystą, wystarczy, że będzie się tak tytułował. Nawet nie musi nic specjalnego robić. Wystarczy się pojawiać w odpowiednich miejscach i znać odpowiednich ludzi i już jesteś częścią bohemy artystycznej. Wieczne lizanie się po jajach ludzi, którzy „tworzą” by zyskać poklask u tych co są naprawdę dobrzy. I wiesz co? Zyskują go. Teraz najgorszy chłam, jeżeli nie zostanie odpowiednio wcześnie napiętnowany, szybko zyskuje na uznaniu. Żeby nie było, nie uważam się za autorytet, czy nawet za przeciętnego wierszokletę, po prostu obserwuje pewne zjawisko, które niczym rak toczy nie tylko poezje, ale również muzykę, malarstwo i teatr (o kinie się nie wypowiadam bo mnie Batman vs Superman się podobał). Żyjemy w zalewie gówna i ludzi dla których jeden kiepski dzień jest powodem do depresji i samobiczowania się publicznie byleby tylko ktoś popacał ich po głowie i powiedział jaki to świetny obraz/ wiersz, bo tyle w nim emocji, a inspiracją do niego była jedynka z przyry. Wiem że każdy ma własne inspiracje i nie oceniam ich, chodzi mi o to że ludzie, którzy tak bardzo chcą być artystyczni, prostytuują się mentalnie byleby zrobić na kimś wrażenie.  Żeby być obiektywnym, muszę przyznać, że jest jednak kilkoro ludzi którzy trzymają się w pewnym kolektywie, tworzą świetne rzeczy i potrafią współpracować. Nie żebym się jakoś specjalnie ich trzymał, ale potrafię docenić jak coś jest dobre. A przynajmniej nie sztuczne.

Każdy musi od czegoś zacząć. Nie rodzisz się drugim Podsiadło. Zanim zaczniesz tworzyć coś sensownego, musisz przejść przez fazę rymowanek. Zanim namalujesz krajobraz, mażesz ptaki na murach i drzwiach od toalety.

Artur: Pewnie, że każdy musi od czegoś zacząć, nie każdy rodzi się z talentem. Ale gdy ewidentnie go nie masz, a brniesz w pisanie, to mogę mieć tylko pogardę. Mam ją dla samego siebie, bo od lat mój styl się niewiele zmienił, ale przynajmniej nie siedzę w knajpach, czy tramwajach, z kajetem i ostentacyjnie tworzę kolejny wiersz. Nieco upraszczam, ale rozumiesz o co chodzi, prawda? Po prostu egzaltowanie się ze swoją innością sprawia, że wszyscy wyglądają tak samo, a niektórzy nawet gorzej. Słowa „artysta”, „poezja” itp. zostały zgwałcone.

Piszesz o trzymaniu się z innymi. To z tego wziął się Konwent Poetów Wyklętych?

Artur: Konwent wziął się z niczego. Nie znałem wtedy prawie nikogo ze środowiska, a zależało mi na tym, by ludzie mogli obcować ze sztuką i kulturalnie wychodzić pijani nad ranem. Uważam że w 80% się udało, chociaż na jednym z pierwszych konwentów frekwencja była tak niska, że oglądaliśmy mecz. Z czasem wydarzenie zyskało renomę dzięki osobom które żywo angażują się w propagowanie poezji w Krakowie. Niejednokrotnie wychodziłem stamtąd, włączał mi się tzw. GPS i budziłem się rano w łóżku z myślą „co, do chuja, się stało?”. Jednak życie zweryfikowało nasze plany i sielanka musiała się zakończyć. W tym ostatnim okresie żywota Konwentu chciałbym podziękować Bartoszowi Spytkowskiemu, który przejął ode mnie to brzemię niczym Sam od Froda. Ale kto wie, może jeszcze kilku poetów wyjdzie na czworaka z baru?

Czyli są wokół Ciebie ludzie, którzy też tworzą poezję? To dla Ciebie środowisko naturalne, czy zupełnie obca ziemia?

Artur:  To raczej ziemia, na której sporadycznie jestem gościem. Kiedyś, dzięki Konwentom, bywałem wśród nich częściej, a w końcu i mnie dopadła dorosłość i pewne obowiązki z nią związane. Zwyczajnie brak czasu i energii. Zresztą, nie narzekam. Lubię posiedzieć sobie sam, lub tylko w towarzystwie mojej dziewczyny. Upijanie się w domu jest o tyle fajne, że można to robić nago i nikt ci tego nie wypomni.

Z pornografią to jest tak, że ona jest bardzo subiektywna, prawda? I nawet przy najlepszych intencjach takie wyrwanie z kontekstu – przeszukanie komuś historii wyszukiwania, to jak grzebanie w totalnym chaosie. Przepuszczamy to przez nasze filtry i możemy sobie dużo dopowiedzieć. Ty tytułujesz się pornografią. Twoje wiersze nie są takim właśnie wyrwaniem kawałka Twojego mózgu z „historii wyszukiwania”?

Artur:  Można tak to nazwać, chociaż bardziej jest to manifest chwili. Zazwyczaj siedzę dosyć pijany, by nie rzec gorzej, i słowa same wychodzą spod palców. Przychodzą mi do głowy wtedy rożne rzeczy (jak chociażby obsrany przez gołębie parapet w mieszkaniu mojej dziewczyny).  Łączę je z tym co siedzi głęboko w mojej podświadomości (wszystkie strachy i demony nie gnębią mnie po pijaku więc mogę bezpiecznie z nimi obcować), dodaję alkohol i powstaje pornografia. Bardziej niż grzebanie w historii przeglądarki przypomina to operację na otwartym mózgu, gdzie lekarz jest pijany a pielęgniarki nagie. I pijane. To co sobie tam tworzę jest to raczej potok myśli, z dowolną interpretacją niż usystematyzowany chaos.

Będzie kiedyś Olszewski lub Pornografia w druku?

Artur: Myślę o wydaniu swoich tekstów intensywnie od kilku lat. Zawsze jednak coś staję na przeszkodzie, lub zwyczajnie wali się na głowę. Co roku w sylwestra, pijany, obiecuje sobie bełkotliwie: „w tym roku kupuję drukarkę i jadę z tym sam!”, ale jakoś zawsze są inne wydatki i priorytety. Sądzę, że szanse na ukazanie się czegoś na papierze są więcej niż realne, ale póki co, w sferze dalekich planów.

Sam dla siebie zaczytujesz się poezją?

Artur:  Nie czytam poezji niemalże wcale. Zdecydowanie wolę prozę.

Jak to się właściwie zaczęło, że zacząłeś pisać wiersze?

Artur:  To było jeszcze w szkole. Trzymałem się trochę z boku ludzi. Nie zrozum mnie źle, nie byłem jakże modnym „wyrzutkiem”. Lubiłem ludzi, a oni lubili mnie. Po prostu chciałem przebywać sam ze sobą nieco częściej niż inni. A jak się często obcuje tylko z samym sobą, to się lepiej poznaje… no – siebie. Człowiek dociera głęboko poprzez samotność. Częste czytanie czy słuchanie muzyki będąc zamkniętym w czterech ścianach ubogaca człowieka i pozwala mu poznać swój mikrokosmos. Dodaj do tego jeszcze całe morze problemów, które przecież każdy w swoim życiu ma, a otrzymasz odpowiedź. A czemu akurat pisanie? Bo we wszystkim innym jestem chujowy. W pisaniu trochę mniej.

Czego Ci życzyć?

Artur:  Cóż, jednym z moich ulubionych toastów jest ten o Titanicu. Jedyne, czego można mi życzyć, to szczęścia. Ludzie na Titanicu byli piękni, młodzi, zdrowi i bogaci. Tylko szczęścia im zabrakło.

Szczęścia, Artur. Dużo szczęścia! 

 

Fot. WynalazekFoto https://www.facebook.com/tomas.wynalazek.art/

 

2017-03-08T11:32:51+00:00