Rozmowa z A. J. Gabryelem

A. J. Gabryel. Autor bloga i powieści, współautor, bohater swoich opowiadań. Zagadkowa postać, skupiająca na sobie zaciekawione spojrzenia kobiet i mężczyzn. Pan swoich talentów i swojego czasu. To oficjalnie. A nieoficjalnie? Kilka słów o pisaniu, ciarkach i chceniach.  

————————————

Wydałeś trzy powieści, zostałeś zaproszony do współtworzenia zbioru opowiadań. Przez kilka lat przyciągnąłeś duże grono czytelników. Patrzę na pierwszą i drugą część „Faceta na telefon”, na „Kusiciela” i „Eksplozje”. Jak to jest, że mając już kilka pozycji w druku, wspominasz, że wcale nie czujesz się pisarzem?

Adam: Gdyby za pisarza mieć kogoś, kto ma dużo czytelników, to faktycznie, ktoś mógłby nazwać mnie pisarzem. Blog ma momenty, w których odwiedza go masa osób, książki wydane zostały przez renomowane wydawnictwa i sprzedały się lepiej niż dobrze, ale dla mnie nie to jest wyznacznikiem tego, czy jest się pisarzem.

Po pierwsze – nie żyję z pisania, zresztą trudno z tego żyć, nawet osoba, która ma szczęście i trafi na listę bestsellerów, nie będzie się w stanie z pisania książek utrzymać. Ludzie często mają nie wiadomo jakie wyobrażenie o zawodzie pisarza, pieniądze, sława, używki, uwielbienie fanek… ponura prawda jest taka, że pisarz to dziad.

Po drugie – nie traktuję swojego pisania poważnie.

Po trzecie – lubię pisać, ale spokojnie mógłbym bez pisania żyć. Mówią mi że mam talent, ale na szczęście nie jest to moje jedyne uzdolnienie.

W opisywaniu swojego świata jesteś fantastą, czy reporterem? Bardziej kolorujesz, czy odzierasz z kolorów?

Adam: Z fantazją u mnie średnio, dlatego większość z tego, co piszę, oparta jest na tym, co się zdarzyło – mnie, lub komuś innemu. Ale pisząc kłamię, nie mogę nie kłamać. Bywa że ubarwiam, dodaję detale, których nie pamiętam, ale częściej odbarwiam, zwykle dlatego, że jestem pewny, że gdybym napisał, jak było naprawdę, to nikt by mi nie uwierzył. Fakty są takie, że gdy w tym co piszę jest najwięcej prawdy, to wówczas najczęściej posądzany jestem o zmyślanie i fantazjowanie.

Ludzie wierzą w różne rzeczy. Dlaczego mieliby nie wierzyć, że prowadzisz ekstremalne życie? Daję sobie rękę uciąć, że część byłaby skłonna się z Tobą zamienić, lub współuczestniczyć.

Adam: Są tacy którzy wierzą w każde słowo, są tacy którzy nie wierzą w nic, są tacy którzy nadinterpretują wszystko co piszę, doszukując się jakieś ukrytych znaczeń i przesłań. Są tacy, i kobiety, i mężczyźni, którzy chcą rzucić swoje życie (bywa że męża i dzieci) dla mnie, dla mnie, którego znają tylko ze słów. Są tacy, którzy nie marzą o niczym innym bardziej, niż o tym, żebym niebawem zaczął poniewierać się w piekle.

Ja tylko piszę. Na to, jak ktoś odbiera moje słowa, nie mam najmniejszego wpływu.

Czy czasem u podstaw Twojego pisania nie leży prowokowanie, czyli właśnie wywoływanie określonych stanów?

Adam: Czytelnik zawsze odbiera słowo pisane przez pryzmat własnych doświadczeń. Ten sam tekst może smakować bardzo różnie. To, co podnieca mnie, innego może brzydzić, innego bulwersować, jeszcze kogoś innego śmieszyć. Nie da się założyć, czy liczyć, że słowa wywołają w czytelniku taką, a nie inną reakcję.

Rozbierasz swoich bohaterów i jednocześnie obnażasz ich dużo dotkliwiej. Dajesz czytelnikowi pełen wachlarz zawiłości między kochankami, ale dajesz też możliwość opowiedzenia się po którejś ze stron.

Adam: A mnie się wydaje, że pokazuję zaledwie ułamek z tego, co powinienem. Ludzie na pierwszy rzut oka wydają się do siebie podobni, ale zwykle prawda o nich jest skomplikowana. Znamy się od urodzenia, a jednak często nie znamy siebie wcale. I w życiu, i na papierze, lubię babrać się w skrywanych niepokojach i podskórnych chceniach.

Wracasz czasem do swoich pierwszych tekstów?

Adam: Co do czytania, to gatunkiem literackim, za którym przepadam i głównie czytam, jest fantastyka, więc nie – nie tylko nie wracam do tego co piszę, z zasady nie czytam tego, co piszę. Nie czytam nawet tego, co napisałem przed wrzuceniem tekstu na bloga. Wyjątkiem od tego są książki, które musiałem przeczytać kilkakrotnie. Jak ja się przy tym wymęczyłem… Pamiętam, kiedy tuż przed wydaniem „Faceta na telefon” czytałem wywiad z Peterem V Brettem, mówił on tam o autoredakcji swojej pierwszej powieści „The Painted Man”, czytał i poprawiał ją 56 razy, szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tego. Ja miałem moich książek dość po 3 czytaniach, więcej nie dałbym rady.

Dużo w Tobie akceptacji dla niedoskonałości i „grzechów”?

Adam: Jak dużo we mnie akceptacji tego nie wiem, ale wiem, że niedoskonałości i grzechy są znacznie bardziej ciekawe od doskonałej świętości.

Czy pisanie przesiąka do Twojego nie-papierowego życia? Łapiesz się na tym, że uczestnicząc w jakiejś scenie słyszysz własną narrację? Czy uczestnicząc lub słysząc o jakimś zdarzeniu już wiesz, że to właśnie je będziesz chciał je opisać?

Adam: Nie, nie słyszę swojej narracji. Kradnę z życia głównie detale, małe szczegóły, na przykład – kiedy ktoś pali papierosa w charakterystyczny sposób, to wiem, że któryś z moich bohaterów będzie papierosa palił właśnie w ten sposób, ale to w zasadzie tyle. Jeśli wchodzę na górę Fiji, albo rozmawiam z ciarkotwórczą kobietą, to myślę o tu i teraz, nie o tym, jakbym opisywał moje widoki. O tym, o czym będę pisał, decyduję w momencie, gdy siadam przed komputerem. Jasne, mam kilka zaplanowanych tematów,  pomysłów na to czy tamto, ale za zaplanowane rzeczy niezwykle trudno mi się zabrać.

Jak pisze Ci się najlepiej? Potrzebujesz ciszy, muzyki, komputera, kartki i długopisu, obecności, samotności? W jakich okolicznościach powstaje to, co potem czytelnicy śledzą na blogu i w książkach?

Adam: Pisać mogę wszędzie. Duża część „Kusiciela” powstała pośród wrzasku lotnisk, część w cielskach samolotów, część w zupełnej ciszy. Czasami muzyka potrafi mnie rozkojarzyć, ale tylko na moment.

O erotycznych szufladach wypowiadasz się bardzo otwarcie. Piszesz wprost o fetyszach, potrzebach, fizjologii, tematach, które dla wielu ludzi są kompletnym tabu. Częściej otrzymujesz sygnały, że pomogłeś się komuś otworzyć, czy że powinieneś zamknąć bloga?

Adam: Widownia mojego bloga nadal się zmienia, jedni odchodzą, inni przychodzą, ale już mam chyba mniej przypadkowych czytelników. Gdy było ich więcej, to tych negatywnych komentarzy i życzeń wszystkiego, co najgorsze było znacznie więcej.

Czytelniczki zwracają Ci uwagę, że zdajesz się bardzo dobrze znać kobiety. Jak często zachowania tychże są dla Ciebie przewidywalne?

Adam: Nie jestem na tyle naiwny, żeby wierzyć, że znam kobiety na wylot. Jasne – często zachowania są przewidywalne, motywacje te same, a słowa jakby wyuczone z tej samej książki, ale na szczęście nadal bywam zaskakiwany. Flirtować najbardziej lubię z tymi, które mocno mnie zaskakują i wybijają z rytmu.

Czego Ci życzyć?

Adam: Spełnienia.

I tego z całego serca życzę. 

 

 

 

 

 

2017-03-08T11:01:35+00:00